magia żonaty

Zakochała się w żonatym – czy magia mogła jej pomóc? Historia Justyny

To jeden z trudniejszych postów, które piszę. Nie dlatego, że sytuacja jest rzadka – jest zaskakująco powszechna. Ale dlatego, że wymaga ode mnie powiedzenia kilku rzeczy, które nie są proste ani przyjemne.

Piszę go, bo wiele osób w podobnej sytuacji szuka pomocy u szamanów – i zasługują na szczerość, nie na to, co chcą usłyszeć.

Historia Justyny

Justyna miała trzydzieści siedem lat, gdy napisała do mnie. Była singielką od kilku lat – z wyboru, jak twierdziła, bo nie spotkała nikogo, kto by ją naprawdę zainteresował.

Aż spotkała Michała. Współpracownika z firmy, z którą jej firma miała projekt. Żonatego, z dwójką dzieci, najwyraźniej w stabilnym małżeństwie.

Ich relacja – jak opisywała Justyna – zaczęła się od rozmów zawodowych, przeszła w długie kolacje „po pracy”, w weekendowe wiadomości, w coraz głębszą bliskość. Michał mówił, że jego małżeństwo „jest tylko formalnością”, że „od dawna są razem tylko dla dzieci”, że „coś między nim a Justyną jest wyjątkowe”.

Justyna zakochała się. Głęboko, w sposób, który ją samą zaskoczył.

I napisała do mnie z prośbą o rytuał, który sprawi, że Michał zostawi żonę.

Co jej powiedziałem

Powiedziałem jej wprost, że takiego rytuału nie wykonam.

Nie dlatego, że jestem sędzią jej wyborów. Nie oceniam Justyny – sytuacje miłosne są złożone i rzadko czarno-białe. Ale mam granice etyczne, których nie przekraczam – i intencja „rozbicia rodziny z dziećmi przez energetyczne działanie na konkretną osobę” jest za tą granicą.

Wyjaśniłem jej dlaczego. Nie tylko z powodów etycznych – ale z praktycznych. Rytuał, który „zmusza” żonatego mężczyznę do opuszczenia rodziny wbrew jego głębokiej woli i wbrew interesom jego dzieci, niesie ze sobą energetyczne konsekwencje dla wszystkich zaangażowanych – w tym dla Justyny.

To nie jest pomoc. To jest ingerencja, która może wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

Ale powiedziałem jej też coś innego

Justyna była gotowa zakończyć rozmowę. Ale zostałem z nią chwilę dłużej, bo chciałem zadać jej jedno pytanie.

„Co by było dla Ciebie najlepsze – naprawdę, gdybyś mogła wybrać bez lęku i bez tego, co czujesz do Michała teraz?”

Długa cisza. A potem: „Chyba chciałabym kogoś, kto by był tylko mój.”

To była inna rozmowa niż ta, z którą przyszła.

Zaproponowałem jej pracę – nie nad Michałem, ale nad nią samą. Nad tym, dlaczego zakochała się w kimś niedostępnym. Czy był to przypadek, czy wzorzec. Nad tym, co w niej wybierało miłość, która z definicji nie może się w pełni spełnić.

I nad otwarciem – na kogoś, kto mógłby być naprawdę jej.

Justyna zgodziła się. Z wahaniem, z pewnym żalem, ale zgodziła.

Co się wydarzyło

Pracowałyśmy – bo praca była z nią, nie z Michałem – przez kilka tygodni. Oczyszczenie, praca z wzorcem przyciągania niedostępnych partnerów, otwarcie na nową energię.

Justyna w trakcie tej pracy sama podjęła decyzję o zakończeniu relacji z Michałem. Nie dlatego, że jej powiedziałem – ale dlatego, że w miarę jak jej własna energia stawała się czystsza, widziała tę relację wyraźniej. I to, co zobaczyła, nie było tym, czego chciała.

Rok później napisała do mnie krótko. Że poznała kogoś. Że jest wolny. Że jest inaczej niż z Michałem – spokojniej, pewniej.

„Dziękuję, że nie dałeś mi tego, o co prosiłam” – napisała.

To zdanie zostanie ze mną długo. Chcesz porozmawiać? Napisz.

📬 Bądź na bieżąco

Zapisz się na newsletter i otrzymuj nowe wpisy prosto na skrzynkę.

Podobne wpisy